Władze Lwowa podpiszą w Gdańsku milionowe kontrakty. Żaden nie trafi do Polski
W czwartek w Gdańsku rozpocznie się dwudniowa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy. Na czele ukraińskiej delegacji stanąć ma premier tego kraju Julia Swyrydenko.
Jednym z wydarzeń poprzedzających konferencję są Dni Odporności Lwowa. W ich trakcie ma zostać podpisanych sześć umów z zagranicznymi partnerami. Będzie to możliwe dzięki pozyskaniu przez władze miasta 2,5 mln euro środków. Jak się jednak okazuje, do żaden z kontraktów nie zostanie zawarty z polską firmą. Zamiast tego, Lwów podpisze porozumienia z podmiotami z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji.
Tymczasem mer miasta Andrij Sadowy stwierdził, że nie widzi w tym niczego złego. Podziękował za to władzom Polski i Gdańska za umożliwienie pozyskania nowych partnerów.
– Wbrew wszystkiemu, co w ostatnim czasie próbuje się nam narzucić w sferze publicznej, Polska podejmuje nas ciepło. Dziękujemy Gdańskowi i naszym polskim przyjaciołom za gościnność i możliwość rozmowy o przyszłości Ukrainy ze społecznością międzynarodową – stwierdził Sadowy.
Polska firma blokowana przez władze Lwowa
O sprawie kilkukrotnie alarmował publicysta "Do Rzeczy" Rafał Ziemkiewicz, a także portal DoRzeczy.pl i Business Insider. Zajęło się nią także Radio Wnet. W rozmowie z Magdaleną Uchaniuk na antenie stacji, wiceprezes spółki Tomasz Wiatr przybliżył, na czym polega konflikt wywołany przez władze Lwowa.
Rzecz dotyczy wartej niemal 40 milionów euro inwestycji, która – jak wskazuje przedsiębiorstwo – jest już prawie ukończona, ale została nagle zablokowana przez stronę ukraińską. – Zakład został praktycznie skończony. Mamy zaawansowanie 95 procent – przekazał Wiatr, dodając, że ostatnim brakującym elementem przedsięwzięcia były rozruchy technologiczne.
Teraz pracownicy firmy nie mają nawet możliwości wejścia na teren inwestycji. – Strona ukraińska zablokowała wjazd na budowę, nasi pracownicy nie mogą tam wejść – poinformował wiceprezes spółki. Według polskiej spółki, miasto Lwów ma zalegać z płatnościami na poziomie ok. 10 mln euro, a łączna wartość sporu jest znacznie wyższa. Ponadto w tle pojawia się kwestia gwarancji finansowych oraz środków zabezpieczonych przez instytucje ubezpieczeniowe. Sprawa ciągnie się już od około półtora roku.